Forum Otwarty Uniwersytet Mistrzostwa Strona Główna Otwarty Uniwersytet Mistrzostwa
BOGAMI JESTEŚCIE - NIEBO JEST W WAS
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

TRANSFORMACJA ZIEMI

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Otwarty Uniwersytet Mistrzostwa Strona Główna -> WIZJA NOWEJ ZIEMI
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ultrafiolet




Dołączył: 25 Kwi 2007
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: POMORZE ZACHODNIE

PostWysłany: Czw 8:54, 31 Maj 2007    Temat postu: TRANSFORMACJA ZIEMI

Podjąłem się zadania przekonania nielicznej garstki ludzi do tego, że zmiany na świecie są możliwe. Zmiany wielkoformatowe - całkowita transformacja naszej planety. I co ważniejsze, chcę tę garstkę ludzi przekonać, że to od nich właśnie zależy, czy zmiany te kiedykolwiek zajdą. Jeżeli tekst ten dostał się w Twoje ręce, pewnie nie stało się to przypadkiem. Reszta zależy od Ciebie. Cokolwiek postanowisz, dziękuję, że poświęciłeś na to swój czas i uwagę.
Pozdrawiam
Ultrafiolet


TRANSFORMACJA ZIEMI
(Wersja dla leniwych. Kluczowe rozdziały zaznaczyłem na fioletowo.)


“Rozsądny człowiek przystosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny próbuje przystosować świat do siebie. Dlatego wszelkie zmiany możliwe są tylko dzięki ludziom nierozsądnym...”

PARADYGMATY

Paradygmaty to przekonania leżące u podstaw naszej oceny rzeczywistości. Do najsilniejszych paradygmatów należą te, w które głęboko wierzymy i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Składa się na nie cały system przekonań i tradycji, w których zostaliśmy wychowani. Są one w nas tak mocno wrośnięte a dodatkowo wciąż na nowo umacniane przez społeczeństwo, że nieraz potrzebna jest gruntowna od tego społeczeństwa izolacja, aby móc dostrzec, w czym się tkwi. Czy to, co w życiu robię wynika z mojego własnego i głębokiego przekonania, czy też jest wyrazem przemożnej projekcji zbiorowego pola myśli, emocji i pragnień wytwarzanych przez społeczeństwo. Wiele paradygmatów zapuściło w nas bardzo głębokie i silne korzenie. Warto, naprawdę warto się zastanowić.

Przybierając ciało na tej planecie dostajemy gotowy “uniform” z matrycą przekonań. Pieczęć wbita w podświadomość skuwa ją niczym kajdany. Ich mocne obejmy zaciskają się praktycznie na każdej dziedzinie naszego życia i sprawiają, że nieraz całkiem mimo woli realizujemy planetarny program powszechnego ucisku, bo tak niestety ten program działa. Przejawem działania tego narzuconego wzorca jest chociażby nadzwyczaj głęboko zakorzenione przeświadczenie, że trzeba zabijać i zjadać innych żeby samemu zdrowo i szczęśliwie żyć. Dzięki tej samej fałszywej matrycy jesteśmy święcie przekonani, że świat od zarania dziejów oparty jest na wzajemnym pożeraniu i bezwzględnej walce o przetrwanie gatunku. Zastępy naukowców postarały sie nam udowodnić, że to właśnie bezwzględna konkurencja i wzajemne pożeranie jest motorem postępu i zmian w tak zwanej ewolucji. Teorie te, choć są to jedynie teorie, wykłada się w szkołach, oraz podaje się społeczeństwu na każdym kroku jako fakty, a z faktami się nie dyskutuje i nie wypada ich podważać. Uznaje się, że dowody brzmią naukowo i wystarczająco przekonująco. Nic dziwnego skoro większość z nich jest poparta bardzo rzetelną ekspertolizą. Tu ukłon dla niezastąpionego Stanisława Lema, który tym trafnym mianem nazwał proces “rozpuszczania prawdy w środowisku ekspertów”. Sprawnie przeprowadzona ekspertoliza daje możliwość rozpuszczenia niemal każdej prawdy i dopasowania dowodów do dowolnej tezy. Wszystko zależy od tego co chce się udowodnić, a w praktyce kto płaci za badania. Jeżeli ekspertolizę prowadzi się na masową i upublicznioną skalę (jak jest chociażby w przypadku badań nad przeszłością Ziemi) wszyscy ci, którzy ośmielają się mieć inne zdanie lub przedstawiać dowody przeciwne, uważani są za oszołomów, których opinią nie warto sobie głowy zaprzątać.

Ewolucjonizm zapuścił głębokie korzenie również w systemach duchowych. Nie neguję faktu, że stale się uczymy i wciąż staramy się coś ulepszać, choć w tym samym czasie inni pracują równie usilnie nad tym, jak to co dobre zepsuć. Natomiast setki milionów wcieleń służących powolnemu wznoszeniu się w spirali stworzenia - wybaczcie, że nazwę to po imieniu, tak jak to widzę. Jest to kit, a kitu nie trawię. Bardzo wygodna i powszechnie stosowana ściema służąca osadzeniu wyskakującej ponad poziom jednostki w realiach i zapewnienia jej, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Skoro rzekomo mozolnie wzniosłem się z poziomu minerału lub robaczka do zawrotnie wysokiego poziomu homo-sapiens, to dlaczego w mojej pamięci tkwią wspomnienia mnie samego z czasów, kiedy byłem tysiąc razy mądrzejszy i potężniejszy niż dzisiejszy dość żałosny homo-sapiens? Tylko proszę bez kitu, że te wspomnienia to pamięć cząstki najwyższego boga we mnie itd itp. Kto kit lubi, być może musi odbyć żmudną drogę paru milionów wcieleń, żeby samemu się nań uodpornić. Droga wolna, życzę wytrwałości.

PLANETARNE POLE ŚWIADOMOŚCI

Indywidualna świadomość każdej istoty zamieszkującej nasz świat składa sie razem na Planetarne Pole Świadomości. Pole to w sposób bezpośredni oddziałuje na wszystkie obecne w tym świecie formy energii, od neutrina czy fal elektromagnetycznych począwszy, na mniej lub bardziej ciężkiej materii skończywszy. Oddziaływanie tego pola zobrazuję prostym szkolnym przykładem. Kto z was pamięta doświadczenie z magnesem i opiłkami żelaza? Otóż na kartce papieru rozsypujemy bezładnie opiłki żelaza. Następnie pod kartkę podstawiamy magnes. Opiłki natychmiast ustawiają się w równe, eliptyczne wzory stanowiące dokładne odwzorowanie oddziałującego na nie pola. Odsuniesz magnes – przy byle poruszeniu opiłki znów rozsypią się w bezład. Przystawisz magnes o innym kształcie – automatycznie dopasują się do zmienionych linii pola.

Większość działań ludzi pragnących nowego świata przypomina mi mozolne próby ułożenia szpetnie rozsypanych opiłków w jakiś harmonijny wzór. Ręcznie, jeden po drugim. Jest to działanie skazane na niepowodzenie. Po pierwsze opiłków jest tyle, że żaden człowiek, a nawet rzesza ludzi nie jest ich w stanie wszystkich ułożyć. Po drugie, ułożenie nawet krótkiego łańcucha nie daje żadnej gwarancji, że będzie on tworzył harmonijną całość z resztą. Po trzecie – chwila nieuwagi i już wszystko powraca do poprzedniego, koślawego wzoru, gdyż pod “kartką” tej planety wciąż tkwi silny magnes o wypaczonym polu. I żaden okruszek z imadła tego pola niech się nie próbuje wyrywać...

Nasze ciała są niezwykłymi reaktorami, zdolnymi przetwarzać olbrzymie kosmiczne energie. Prócz organów fizycznych są przecież centra energetyczne, w samym ciele i poza nim, tyle że energia ta jest w większości z nas niemal całkowicie uśpiona. Przykładem na to jest chociażby wspaniały i bardzo rozbudowany mózg, który wykorzystujemy zaledwie w niewielkim procencie. Właściwie wyposażeni jesteśmy niemal we wszystko, co jest potrzebne do tego aby z energiami dostępnymi we wszechświecie się łączyć, ale... mamy całkowity brak łączności. Ciekawe, prawda? Zjednoczenie z kosmicznymi energiami wyzwala z klatki fizyczności, do której obecnie jesteśmy wrzuceni. Umysł zjednoczony z samym sobą, zjednoczony z odwiecznym i najwyższym źródłem miłości i mądrości oraz z innymi światłymi istotami, które służą pomocą i dzielą się mocą i miłością, taki umysł przenika materię i wszystkie bariery w niej stworzone, dostrzega prawdę, nie da się zwieść fałszowi. Taki umysł jest wielkim i mądrym władcą, królem żywiołów, panem stworzenia.

Obecne pole świadomości generuje ciężki i nieustępliwy obraz rzeczywistości. W myśl twardych zasad narzuconych przez to pole, jeżeli skoczysz ze skały, to na pewno spadniesz i się roztrzaskasz, bo przecież latać mogą tylko ptaki. Masz taką samą pewność, że gdy napotkasz mur, to przez niego nie przejdziesz a gdy uderzysz w stół to złamiesz sobie rękę. Warto jednak pamiętać, że wśród ludzi zdarzają się fenomeny, które łamią niektóre z tych niepodważalnych zdało by się zasad. Należałoby sobie uświadomić, że nie są to wcale prawa konieczne i we wszechświecie powszechne, lecz jedynie reguły gry ustanowione w pewnym zamkniętym systemie. Ich zadaniem jest utrzymanie systemu w izolacji, tak aby nikomu nie było łatwo sie stąd wyrwać. Osobiście uznaję za irytujące to, że nie mogę siłą myśli z lekkością przenieść z miejsca na miejsce kamiennego głazu lub, że nie potrafię wzbić się w powietrze i poszybować jak ptak.

Wspomniałem wcześniej o drapieżnikach i pasożytach. W sensie duchowym każdy z nas odżywia się energetyczną przemianą, przy czym podczas gdy jedni dążą do budowania i dzielenia się inni czerpią satysfakcję z niszczenia lub żerowania na cudzym. Budowanie, zwróćcie uwagę, jest znacznie trudniejsze niż niszczenie. Żeby zbudować piękny zamek z piasku trzeba się nieźle natrudzić, żeby go zniszczyć wystarczy parę razy dobrze kopnąć. Obie czynności wiążą się z energetyczną przemianą i dają swego rodzaju satysfakcję i budowniczemu i niszczycielowi. Używając pojęć z fizyki, budując podnosisz energię potencjalną obiektu, niszcząc obniżasz ją. Ale przepływ przy niszczeniu jest dużo szybszy, łatwiejszy więc i satysfakcja jest łatwa i natychmiastowa. I nie byłoby w tym pewnie nic nadzwyczaj szkodliwego, gdyby sytuacja w tej kwestii była w jakiejś znośnej równowadze. Niestety nasza planeta opleciona jest tak gęstą siecią stworzoną przez drapieżniki i pasożyty iż powstała sytuacja jest zdecydowanie patologiczna.

Machina powszechnego okrucieństwa miele miliardy bytów naszego świata niczym olbrzymi planetarny młyn. Podlegają temu wszyscy bez wyjątku, od najmniejszych do największych, z reguły i z przypadku, każdego dnia, w każdej minucie i sekundzie. Wzorzec działania tego młyna jest wpisany w nasze komórki, wtłoczony z przemożną siłą w podświadomość. Nie na próżno mówi się wszak, że rodzimy się obciążeni “grzechem pierworodnym”.

Pamiętajmy, że nie wszystkie istoty obecne w układzie naszej planety mają postać materialną. My sami przecież w materię przyoblekamy się tylko na krótkie okresy, którym są kolejne życia. W systemie zdominowanym przez drapieżniki na rękę jest wszystko, co system ten podtrzymuje. Z tego punktu widzenia korzystne są wszystkie religie, które pod szyldem prowadzenia ku światłu w rzeczywistości utrzymują tłumy wiernych w niewiedzy i w błędnych wyobrażeniach. Pomyślcie tylko – istota świadoma swojej kosmicznej jaźni a więc w naturalny i intuicyjny sposób połączona z najwyższym źródłem - takiej istocie nie przyjdzie nawet do głowy, ze Bóg jest kimś odległym, kimś, kogo należy czcić... Korzystna dla systemu jest wszelka nieświadomość, która ułatwia manipulację, korzystne jest to, aby istoty zamknięte w tym planetarnym młynie nie wiedziały i nie widziały zbyt dużo, aby ich żywota mieliły sie w nim jak najszybciej, jak najdłużej i wcale nie bezkrwawo...

Sieć jest na tyle ciasna, że byty świetliste mają znikomą szansę się tu przedostać, a jeśli im się to udaje, zazwyczaj muszą pojawiać sie incognito. Wcielając się w bardzo zagęszczoną i nisko wibrującą formę energii na jaką obecnie skazana jest Ziemia, po drodze są zmuszeni pozbyć się większości swych atrybutów. Istoty potężne i światłe przychodzą tu w “żebraczej” formie, pozbawione świadomego dostępu do swej wiedzy i mądrości, pozbawione mocy i całej jasności, jaka zazwyczaj je otacza. Przychodzą, aby pokierować ten świat w stronę światła. Jak długo będą pracowały incognito? Jak długo będą przebywać w stanie półświadomości lub ukrywać swą prawdziwą tożsamość i zadanie? Wreszcie, jak długo będą godzić się na ograniczenia, które na siebie dobrowolnie przyjęły?

Wiem, że nie wszyscy będą chętnie taki pogląd akceptować. Oczywiście można powiedzieć, że to bzdura, że nie ma żadnych ciemnych stron. Pomyślcie, ogromny bezmiar wszechświata - miliardy słońc, setki miliardów planet. Nieskończona mnogość form bytu. Nie wszystkie byty odżywiają się światłem, a w każdym razie nie bezpośrednio światłem. Oczywiście zgadzam się z poglądem, że ciemność nie jest wartością samą w sobie. Ciemność jest jedynie brakiem światła. Nie da się ciemności nagnać do pokoju w którym pali się światło. Przeciwnie, światło zapalone w ciemnym pokoju natychmiast ciemność rozjaśnia. Podobnie ciemne byty, byty żerujące na przemianie negatywnej, choć w środowisku ciemnym mogą być demonicznie potężne, pierzchają wobec prawdziwego jasnego światła.

Niestety niemiłościwie panujący tu “bogowie” tak bardzo przyzwyczaili mieszkańców naszej planety do spowijających ją ciemności duchowego otępienia, że mieszkańcy ci dawno uznali mrok za dzień. Każdy jaśniejszy promień światła musi siłą rzeczy razić nieprzywykłe oczy. Zawsze znajdą się tacy, którzy robią co tylko w ich mocy (a dopóki jest ciemno wiele jest w ich mocy) aby nie dopuścić do powstania jakiegoś silniejszego zarzewia, które mogłoby nieoczekiwanie rozświetlić swojski półmrok kretowiska. Zresztą trudno się dziwić. Skoro komuś udało się w tym mroku jako tako urządzić i dzierży czasem niemałą władzę (niekoniecznie mam tu na myśli formalne rządy), jest mu raczej nie na rękę nagłe i powszechne olśnienie, w wyniku którego jego wielkie królestwo może okazać się tylko kupką śmieci. Dla formy i świętego spokoju dopuszcza się by tu, czy tam paliło się jakieś światełko, czasami nawet przychylnie się na nie patrzy - dopóki jest małe i niegroźne. Ale wielkie, jasne i nieograniczone światło – dla obecnego systemu i wszystkich, którzy z tego systemu czerpią korzyści, takie światło jest śmiertelnym zagrożeniem.

Pójść w stronę światła, wejść w nie - pozostawić wszystkie barierki i przestać się w końcu bać. Nie bój się wolności, nie bój się przestrzeni. Jeśli będziesz się bał, nigdy nie pofruniesz! Być może to właśnie Ty masz pchnąć do przodu oś czasu i jeśli tego nie zrobisz Nowy Świat nie nadejdzie? No, tak źle może nie będzie. Jest tu paru takich, którzy są tu nie w celach powolnie ewolucyjnych, lecz zdecydowanie rewolucyjnych. Ale zawsze możesz się przyłączyć

WSPOMNIENIA Z PRZYSZŁOŚCI - ZŁOTY WIEK

Indie, jedyna kultura, która przetrwała w sposób ciągły od starożytności. Chyba nigdzie indziej nie opisano tak dokładnie bogów, bogiń, latających pojazdów, kosmicznej wojny oraz użytych w niej broni. Wszystkie mity są jakimś dalekim echem rzeczywistości – tej która była, lub tej, która będzie. Dopóki jednak martwy jest duch osoby, która je czyta, są one jedynie nic nie znaczącymi mitami. Niech jednak tylko zacznie budzić się duch, a martwe dotąd symbole i opowieści zaczynają w Tobie rezonować głębokim i wieloznacznym echem.

Jak pewnie większość z was wie, starożytni Indusi (nie tylko oni zresztą) byli przekonani o cyklicznie zmieniających sie na Ziemi epokach. Genesis Ziemskiego Świata to SAT JUGA, w dosłownym tłumaczeniu Wiek Prawdy, przez kulturę zachodu nazywany potocznie Wiekiem Złotym. Sat Juga to czas, kiedy na Ziemi mieszkają bogowie i boginie.

Bogowie i boginie nie znają śmierci ani choroby, nie znają mozolnej pracy wykonywanej po to aby utrzymać się przy życiu. Nie ma takiej potrzeby, gdyż bogowie i boginie, sami będąc przepełnieni światłością, doskonale władają wszystkimi żywiołami. Wszystkie żywioły obecne nie tylko na tej planecie ale i we wszechświecie, są ich posłusznymi poddanymi, z radością spełniającymi wydawane przez Panów i Mistrzów polecenia. Ziemia jest rajskim ogrodem, planetą o łagodnym, zrównoważonym klimacie i przepięknym krajobrazie, obfitującą w rośliny wydające dorodne owoce, zamieszkałą przez boskich ludzi i żyjące ze sobą w zgodzie i harmonii zwierzęta. Nie tylko ptaki potrafią latać. Dla bogów i bogiń umiejętność swobodnego poruszania się w powietrzu poprzez uczynienie ciała nieważkim jest wrodzoną i naturalną przyjemnością. Podobnie jak umiejętność materializowania dowolnych kształtów, czyli stwarzania rzeczywistości poprzez nadanie formy powszechnie dostępnej we wszechświecie energii. Mieszkańcy Ziemi wiele swego czasu poświęcali grom, zabawom i twórczości, czyli temu wszystkiemu, na co nam dzisiaj czasu praktycznie nie wystarcza. Nie było religii, gdyż zamieszkujące planetę istoty pełne były światła i mądrości, która pozwalała im postępować roztropnie i nie popełniać koszmarnych błędów typowych dla umysłów osadzonych w ciemności. Umysły ludzi wypełniał pokój a ich serca miłość, miłość do wszystkich i do wszystkiego. Wartości te tworzyły Planetarne Pole Świadomości o jakości jakże różnej od obecnego. Planetarne pole Świadomości jest wartością nadrzędną i według jego wzorca układają się wszystkie elementy ekosystemu. Zatem, jeżeli w Planetarnym Polu Świadomości zamiast agresywnej konkurencji jest pozytywne wspieranie się i współpraca, to takie same zasady panują też w całym ekosystemie. W takim układzie np. poszczególne gatunki roślin nie konkurują ze sobą dziko o każdy skrawek ziemi wypierając się nawzajem, lecz zajmują tyle miejsca, ile jest im potrzeba, a nie więcej. Zamiast się nawzajem wypierać, żyją ze sobą w symbiozie. Podobnie sprawa się ma ze zwierzętami i wszelkimi bytami zamieszkującymi planetę. Wiem, że tak bardzo przywykliśmy do twardych warunków pola, które mamy dzisiaj, że gdy ktoś coś takiego pisze, wydaje się to czystą abstrakcją, którą trudno traktować serio. Trudno też sobie to nawet w szczegółach wyobrazić. Pamiętajmy jednak, że nasze umysły, zamknięte tu w pułapce ciemności nie funkcjonują poprawnie. Nasz “realny” umysł może taki obraz świata uznać za śmieszny, zaś z punktu widzenia umysłu boskiego śmiesznym może być nie pojmowanie tak prostych i oczywistych kwestii.

Po Wieku Złotym przychodzi Wiek Srebrny. Dlaczego w Wieku Srebrnym nastąpiło osłabienie potęgi ducha? Trudno jednoznacznie na to odpowiedzieć. Zaniedbanie, zapomnienie w zabawie? Być może należałoby się odwołać do prawa entropii, czyli zasady rozproszenia energii. A może jedno i drugie, ale to już chyba inny długi temat. W końcu Wieku Srebrnego przychodzi zdecydowane załamanie potęgi ducha. Być może, jak sugerują Plejadjanie, był to okres Wojny Bogów, kiedy to górę wzięli ci, którzy zamiast miłości wybrali ucisk i niegodziwość? Czy jednak wojna taka miała miejsce czy nie, ciemność nie miałaby szans na zwycięstwo, gdyby potęga ducha nie została wcześniej osłabiona.

Przełom Wieku Srebrnego i wejście w Wiek Miedziany to globalny kataklizm, potop, wędrówki kontynentów, być może również przebiegunowanie oraz odchylenie osi Ziemi. Przede wszystkim jednak zmiana Planetarnego Pola Świadomości. Ode tego momentu miłość, współpraca, zrozumienie zostają zastąpione wrogością, walką o dominację i arogancją. Pewnie też w tym momencie, jeśli wierzyć chanellingom, zmienione zostało nasze DNA. Wszechmocne Światło Ducha nie ma więcej na Ziemie wstępu, w każdym razie nie w pełnej swej krasie. Owszem, pojawiają się tu i ówdzie wielkie oświecone dusze, nauczyciele tacy jak Budda czy Chrystus, ale i oni nie przychodzą tu jako Bogowie. Owszem, zaćmiony umysł i wypaczona wibracja pola sprawia, że społeczeństwo traktuje ich jak bogów i tworzy religie, które w dalszym swym kształcie nijak sie mają do oryginalnego przesłania. Ostatni okres czasu, czas obecny to Kali Juga, wiek śmierci. Jaki jest wszyscy wiedzą, szkoda się rozpisywać. Jednak koniec Kali Jugi to nadzieja, gdyż tuż po najgorszym upadku Wieku Śmierci, według kosmicznego koła znów nadchodzi Wiek Prawdy. A oba te okresy oddziela od siebie jedynie krótki okres burzliwych przemian, zwany Sangam Jugą – Wiekiem Zbieżnym lub Diamentowym. Wiele, bardzo wiele znaków na Niebie i Ziemi wskazuje na to, że w tym właśnie szczęśliwym i znamiennym okresie czasu przyszło nam się urodzić.

Pozwólmy sobie jeszcze chwilę nacieszyć się wizjami, snami lub przeczuciami Złotego Wieku. Pamiętam wizję, którą jednocześnie otrzymała para, z którą kiedyś wspólnie medytowałem. Ujrzeli oni przepiękną ukwieconą łąkę. W pewnym momencie nadleciał VIMAN o fantazyjnym kształcie (Vimanami nazywano w Złotym Wieku latające pojazdy. Miały one według starych podań kształty przeróżne, co nie dziwi, gdyż jeśli umysł potrafił odwracać pole grawitacji, to latającym pojazdem mógł być nawet dywan). Pojazd zawisł nisko ponad ziemią, po czym wysiadł z niego mężczyzna. Po chwili mężczyzna pełnym miłości gestem podał rękę siedzącej obok kobiecie. Oboje oddalili się rozejrzeć po okolicy. Ubrani byli w piękne barwne szaty, w różnych miejscach pobłyskujące klejnotami. Ich stopy były bose, stąpały po ziemi tak lekko, jakby prawie się unosząc i miało sie wrażenie, że trawy i zioła chcą ich swym dotykiem pieścić. Wizja nie była długa, ale widać dostatecznie intensywna, gdyż oboje medytujący wprost promienieli wspaniałą radością, radością, która po chwili zamanifestowała sie w tańcu.

Inna wizja, tym razem ze snu – mojego snu. Jestem TAM. Wszystko TAM ma jakieś niezwykłe nasycenie barw. Nie jest to tylko kwestia barw. Wszystko TAM jest jakby “nasycone”, pełne życiodajnej wibracji. Właśnie stanąłem na brzegu małego jeziora. Roślinność wokół jest właśnie jakby utrzymana w tonacji rajskiego ogrodu – ani nie za rzadka, ani nie za obfita. Mam ochotę popływać. Rozbieram sie do naga i wchodzę do wody. Kiedy jestem zajęty pływaniem na brzegu pojawiają się dwie, spacerujące tamtędy kobiety (nie kobiety, to Boginie właśnie!). Są ubrane w piękne długie szaty. Wymieniamy pozdrowienia, żartujemy, śmiejemy się serdecznie. I jeszcze coś niezwykłego – ja wiem co one myślą, one wiedzą co ja myślę. Nasze umysły są przed sobą otwarte, żadne drzwi nie są zamknięte. W tym momencie się budzę. I już po zbudzeniu uświadamiam sobie, że przecież one były w pełni ubrane a ja całkiem nagi, a żadne z nas nie zwróciło na to nawet najmniejszej uwagi.

Kolejna migawka – ogród lub park, późny wieczór. Przepiękny, rajski wieczór. Gdzieś w oddali połyskuje piękna lekka budowla, jakby pałac. Migawka jest krótka jak błysk, ale doznanie szczęścia, szczęścia, którym wszystko tam jest dogłębnie nasycone, aż chce rozsadzić pierś.

Jeszcze jedna odsłona. Morska laguna, na brzegu stromy klif. Ciepły, nasycony słońcem dzień. Kilka zatrzymanych ponad ziemią lub ponad morzem vimanów. Grupa przybyłych tu niebiańskich mieszkańców z radosnym zapamiętaniem oddaje sie żywiołowej zabawie. Unoszą się na klif lub ponad klif, by później z wysokości skoczyć do wody.

Takie króciutkie migaweczki, osłoda dla tułającej się w Żelaznym Świecie duszy, no i nadzieja, motor do zmiany.

WIEK ZBIEŻNY

Jak już wspominałem, Sangam Juga, Wiek Zbieżny, to krótki okres czasu będący przejściem z Wieku Żelaznego do Wieku Złotego. Ze znanych mi przekazów wynika, że wiek ten trwa zaledwie około 100 lat i z dużym prawdopodobieństwem zaczął się gdzieś w połowie lat 30-stych XX wieku.

Wiek Zbieżny, to generalnie czas przemian. Biorąc pod pod uwagę drastyczną różnice potencjałów między Wiekiem Żelaznym i Złotym, należy się liczyć z tym, że przynajmniej część tych przemian może przebiegać dramatycznie.

Okres ten możemy podzielić na fazy – fazę działania ukrytego, która póki co trwa do dziś, oraz fazę działania jawnego, ostatecznego. W fazie ukrytej, na planetę inkarnują przeróżne byty, które w tej przemianie mają brać czynny udział. Inkarnują też, lub dają o sobie znać poprzez przekazy, dawni bogowie, stwórcy Ziemi i ładu, który kiedyś na niej panował. Dodać do tego oczywiście należy dość liczną rzeszę tych istot lub bogów, które po upadku dawnej cywilizacji dały się złapać w karmiczną pułapkę materii, (a pułapka ta jest tu bardzo sprytnie zastawiona) i nie potrafiąc się z błędnego koła wyrwać, przeszły pełen cykl kolejnych wcieleń na Ziemi. Mniejsza zatem z tym, jak to się stało, że tu jesteśmy, faktem jest, że jesteśmy i że mamy coś do zrobienia.

Ze znanych mi przekazów wynika, że populacja Ziemi po przemianach będzie w stosunku do obecnej bardzo mała. Dane na stronie Operation Terra: www.operationterra.com (niestety po angielsku) potwierdziły znane mi wcześniej liczby, czyli że populacja będzie wynosiła maksymalnie 5-6 milionów i to wcale nie od razu. Powtórne zasiedlanie Ziemi ma być przeprowadzone w 3 następujących po sobie falach, 3 grupach, przy czym pierwsza grupa, to grupa do zadań specjalnych. Zdziwiłem się trochę, ponieważ dokładnie taki obraz planu działania jest mi znany z przekazów, które poznałem dawno temu, a które nie były i nie są publikowane poza dość wąskim kręgiem wtajemniczeń. Choć ze swej natury jestem bytem wolnym, heretykiem, burzycielem systemów i wrogiem wszelkich wtajemniczeń, ale umówmy sie, że póki co, nie chciałbym o źródle tych przekazów publicznie dyskutować. Trochę ze względów lojalnościowych, a trochę dlatego, żeby nie ściągać na siebie ciężkiej artylerii myślowej, bo i tak mam już tu i ówdzie nagrabione, a ciężka artyleria bywa bolesna.

Do rzeczy zatem, żeby wilk był syty i owca cała. Zanim przejdziemy do wizji i przekazów, weźmy się za matematykę. Biorąc pod uwagę przewidywaną i obecną populację Ziemi, matematyka mówi sama za siebie – aby z prawie 7 miliardów pozostało jedynie 6 milionów, COŚ, coś bardzo drastycznego musi wydarzyć się po drodze. Na przestrzeni ostatnich lat wielu wizjonerów widziało sceny zniszczenia, zniszczenia, które przyszło na wiele różnych sposobów. Widziano ludzi i narody ogarnięte szaleństwem walki każdego z każdym, widziano trzęsienia ziemi i ogromne fale zalewające lądy, widziano ciemność i gromy nadciągającej dziejowej burzy, ale... widziano też świt, piękniejszy niż wyobraźnia świt, który po burzy nadszedł. I ten jaśniejący, cudowny świt ścierał z oczu łzy wywołane widokiem zniszczenia, przekazanego w wizji. Zamiast łez, na twarzy pojawiał sie promienny uśmiech a w oczach zrozumienie boskiego celu.

Skoro nie ma doczytałem się żadnych ograniczeń w rozpowszechnianiu, pozwoliłem sobie przetłumaczyć mały fragment posłannictwa od “Gospodarzy Nieba” zamieszczony na stronie Terra Nowa:

“Macie takie wyrażenie jak “Efekt Domino”. Odnosi sie ono do klocków używanych w grze Domino. Można je ustawić w linii, tak, że padając, jeden upada na drugi i w ten sposób upada cała układanka. Klocki są ustawione tak, że idzie to jak fala. Tak samo jest ze światem wokół was.

To, co ma się wydarzyć, nie mogło wydarzyć się przedtem. Są pewne ustawienia, które musiały zostać ułożone, aby klocki mogły upaść jeden na drugi jak fala. Sprawy musiały najpierw toczyć się wolno, aby klocki mogły się właściwie ustawić. Jest jednak taki moment, kiedy wszystko jest już ustawione i czeka na to, aby upadł jeden, krytyczny klocek. Wówczas cała układanka upada po kolei z błyskawiczną szybkością. Kiedy to się stanie, nadal zajmie to trochę czasu aż gra dojdzie do końca, ale dla tych, którzy mają “oczy, które widzą” i którzy potrafią CZUĆ energię, stanie się dla nich oczywistym, że ten krytyczny moment nadszedł. Wówczas z “luzu” przejdziemy na “szybki bieg”. Musicie być wówczas gotowi na szybką reakcję na zmiany, reakcję bez wahania.

Mieliście długi czas na przygotowanie się. Przekazywaliśmy Wam te posłannictwa przez wiele lat i prosiliśmy Was o zrobienie pewnych rzeczy. Niektórzy z Was to robili, inni nie. Teraz czas jest bardzo krótki, więc jeżeli nie wprowadziliście tych praktyk w życie dotychczas, zdecydowanie sugerujemy, abyście zrobili to teraz.” (W tym przekazie chodziło akurat o to, aby opanować stan niewzruszonego spokoju, i niczym nie dać się z tego stanu wyprowadzić).

Muszę Wam się przyznać, że czytając ten i kilka innych fragmentów owych posłannictw, szczęka mi trochę opadła. I wcale nie dlatego, żeby była to dla mnie jakaś nowość. Nie, wszystko to znam, uczyłem się tego i słuchałem wielokrotnie, tylko w odrobinę zmienionej formie. A teraz z zupełnie innego źródła, ten sam styl, praktycznie taka sama treść... Gdybym wierzył w przypadki, powiedziałbym “zdumiewająca zbieżność” Ale nie wierzę w przypadki. Wygląda na to, że nasi pomocnicy z poza planety, wybierają różne kanały przekazu, aby nam coś obwieścić. I choć kanały są różne, autorzy audycji są ci sami.

GRUPA DO ZADAŃ SPECJALNYCH

Nadchodzące zamieszanie prawdopodobnie nie wszyscy Przebudzeni przeżyją w fizycznych ciałach. Jedna wersja mówi o tym, że nie będzie takiej potrzeby- nastąpi po prostu świadome odejście z ciała jak zrzucenie zużytego ubrania. Odejście ze świadomością tego, że już wkrótce urodzą się w nowym, pięknym świecie, świecie,
którego istnienie zainicjowali swoimi myślami, pragnieniami, medytacjami i działaniem. Druga wersja mówi (np. Operation Terra) o zabraniu tej grupy na statki kosmiczne, celem przeczekania. Nie będę zabierał głosu, która wersja się wydarzy, mnie osobiście jest wszystko jedno, gdyż... pozostaję tutaj.

Mnie już od wielu lat najbardziej fascynowała owa Grupa Do Zadań Specjalnych. O ile wobec całej populacji Ziemi Przebudzeni są nieliczni, Grupa Do Zadań Specjalnych, to nieliczni z nielicznych. Mają to być ci, spośród Przebudzonych, którzy pozostaną tu, w oku cyklonu, w centrum zamieszania. Pozostaną aby swymi myślami kierować procesami energetycznej przemiany, żeby po momencie kulminacyjnym posprzątać po starym świecie i zacząć tworzyć Nową Ziemię. Bycie członkiem Grupy Do Zadań Specjalnych w żaden sposób nie wywyższa, ani nie świadczy o rozwoju większym, niż u innych Przebudzonych. Jest to po prostu inna rola do odegrania, ani gorsza, ani lepsza, po prostu inna. Jeśli o mnie chodzi, czuję przemiany, które mają zajść i wiem, że we właściwym czasie i w odpowiednim stanie będę potrafił wejść w rezonans z żywiołami i nimi pokierować, samemu pozostając bezpiecznym. Zdaję sobie też sprawę z tego, że byłem do tego od dawna na wiele sposobów przygotowywany, choć wówczas jeszcze nie wiedziałem dokładnie czemu te przygotowania mają służyć.

ULTRAFIOLET

Trzeba wam wiedzieć, że jest pewna specyficzna wibracja, którą niektórzy ludzie są w stanie przetworzyć i wyemitować w Ziemską sferę. Energia ta ma bezpośredni związek z “krytycznym” klockiem Ziemskiego Domina. Nazwałem ją Ultrafioletem, gdyż jej wibracja jest według moich odczuć ZNACZNIE szybsza, niż wibracja fioletu, najbardziej duchowej ziemskiej aury. Jest to wibracja szybka jak błyskawica, energia, która wprawia we wzmożony ruch każdy atom materii, uderza w jej strukturę, sprawia, że wszystko co do tej pory było twarde, stabilne i nienaruszalne może stać się zmienne i uległe woli. Umysł staje sie Panem Stworzenia. Owej szybkiej energii obecnie na tej planecie nie ma. Gdyby się pojawiła wypadki potoczyłyby się nagle i szybko. Nie zna ona żadnych barier więc nie można jej powiedzieć zmień tylko to, a tego nie rusz. Albo tkwimy w tym, co jest albo decydujemy się na zmianę totalną. Ponieważ trafiona zostaje struktura materii, należy się liczyć z gwałtownymi w materii zmianami, co widziane z zewnątrz, bez włączonego "trzeciego oka" może być widziane jako kataklizm, choć w istocie to tylko przesunięcia w fazie. Strumień energii płynący poprzez Ciebie, łączy energie o wysokiej częstotliwości płynące z kosmosu z energiami Ziemskiego Pola i sprawia, że zapala się niezwykła reakcja o olbrzymiej, nieograniczonej wprost mocy. Proces manifestuje się niemal jednocześnie reakcją łańcuchową zdarzeń o skali globalnej, które jednoznacznie prowadzą do zmiany planetarnego systemu. W całym powstałym powstałym podczas przemiany zamieszaniu (w mniejszym lub większym stopniu jest to chyba nieuniknione), należy mieć świadomość tego, co się naprawdę dzieje. Jeżeli jesteś wśród tych, którzy mocą swego głębokiego pragnienia przyciągają nowy, piękny świat, absolutnie nic Ci nie grozi.

Przez wiele lat miałem dostęp do przekazów od Shivy, co oczywiście przełożyło się na medytacyjne pójście w kierunku bezcielesnych i przenikliwych energii z Shivą związanych. Lata wczesnej młodości poświęciłem w pełni na praktykę jogi – pochłonęło mnie to całkowicie i bez reszty. Siłą rzeczy czasu i uwagi nie starczyło już na inne sprawy, o które w tym czasie zabiegali moi rówieśnicy. Może by się tak nie stało, gdyby nie towarzyszące mi od dziecka przeświadczenie, że cywilizacja w której się urodziłem jest pomyłką i że muszę zrobić coś, żeby tą sytuację zmienić. Szukałem drogi powrotu do innego, znanego mi wewnętrznie ładu i chwytałem się każdej możliwości. Może nie stało by się tak również, gdyby nie serie głębokich doświadczeń medytacyjnych, które przyszły do mnie mimo wstępnie sceptycznego nastawienia do samego procesu medytacji. Przy czym nie były to doświadczenia w ciężki sposób wypracowane. Nie, po prostu przyszło. W konsternację wprawił mnie fakt, że o niektórych doświadczeniach próbowałem wspomnieć moim ówczesnym nauczycielom, napotykałem oczy pełne zdziwionego niezrozumienia. Ale pewnie wielu z was zna to z autopsji. Musiało upłynąć wiele czasu, zanim się z tym pogodziłem. Okazuje się, że wielu z nas nie urodziło się tutaj, aby dojść do mistrzostwa. Rodząc się tu już jesteśmy mistrzami. Zatem przychodzimy tutaj po to, aby wykonać jakieś zadanie. Śmiem twierdzić, że jest to zadanie przekształcenia tej planety.

Na jeden z przekazów Shivy zwróciłem uwagę w sposób szczególny. Zapytywany o to, kiedy nastąpią zmiany na świecie dał dość jasno do zrozumienia, że to zależy OD NAS. Odpowiedział, że ostateczna transformacja świata wydarzy sie wtedy, kiedy zjednoczone myśli joginów wyrażą na tę transformację zgodę: “Tak, jesteśmy zdecydowani, chcemy aby wydarzyło sie to TERAZ” Stwierdzenie to przeszyło mnie na wylot, wywołało echo płynącej gdzieś z nieuświadomionej głębi duszy odpowiedzi. Co ciekawe, choć wiem, że wypowiedź tę słyszało setki osób, większości przeszła ona całkiem mimo uszu. Praktycznie nikt z kim później rozmawiałem nie potraktował tego do głębi serio.

Z przekazu tego można wywnioskować, że inicjatorem i kluczem do pewnego rodzaju energii, energii mającej wpływ na wydarzenia na planecie jest myśl. Myśl zdecydowana i nieodwołalna. Czysta i jednoznaczna intencja. Proste, zdumiewająco proste. Skoro to proste, zatem niech każdy z was wypróbuje przymierzyć teraz tę myśl do siebie. Poświęćcie na to trochę czasu, zastanówcie sie głęboko i i spróbujcie proszę....

I co?
Coś nie gra, prawda?
Oczywiście że nie gra, mogę się założyć, że wiem co. Ćwiczyłem to już na sobie. To znaczy owszem, chcę przemiany, ale.... nie TERAZ. Bo co? Bo chcę się lepiej przygotować, potrzebuję więcej czasu, chcę wychować dzieci, skończyć remont, tu i tam pojechać, to i owo załatwić, zakończyć, poznać itd itp. Każdy ma jakieś inne “ale”, zawsze wszakże jakieś “ale” jest. A dopóki nie wyrazi się tego pragnienia z głębi duszy, całym sobą, formuła nie zadziała. Dlatego właśnie posługuję się często słowem “desperacja”. Słowo to niektórych razi. Ja jednak uważam, że aby dokonać czegoś, co przerasta ludzkie siły i pojęcie, trzeba być zdesperowanym.

Sierpień, rok 1990. Od Irackiej inwazji na Kuwejt zaczyna się pierwsza wojna w Zatoce Perskiej. Kto chce sobie te wydarzenia w skrócie przypomnieć, niech zajrzy np tutaj: http://www.bbc.co.uk/polish/special_021205_saddam/kuwait_invasion.shtml

17 stycznia 1991 – początek operacji Pustynna Burza, faktyczny początek tej wojny. Pustynna Burza była nazwą nadzwyczaj trafną. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak blisko była wówczas burza ogólnoświatowa. Wydarzenia zaczęły biec szybko, bardzo szybko. Saddam groził wysadzeniem szybów naftowych, kolejne państwa arabskie ujmowały się za Irakiem, powoli słabła pozycja arabskich sojuszników Busha. Proces ten przybrał na sile, kiedy Irak zaatakował Scudami Izrael. I gdyby tylko Izrael w jakikolwiek sposób odpowiedział na atak... Ale Izrael nie dał się sprowokować i nie odpowiedział. Bo gdyby odpowiedział, nastąpiłaby typowa reakcja łańcuchowa, której już nic nie byłoby w stanie zahamować.

Nie chcę tu przeprowadzać głębokiej geopolitycznej analizy, zwróćcie jednak uwagę na to, że wielu ezoteryków, myślicieli i analityków uważa wybuch tej wojny za punkt zwrotny w naszej nowożytnej historii. Prawda jest taka, że wojna ta zakończyła się jedynie pozornie a na płaszczyźnie nie zawsze dostrzegalnej nadal się toczy. Od czasu do czasu obserwujemy nowe jej odsłony. Najbliższa odsłona szykuje się chyba w Iranie.

Dlaczego Izrael nie odpowiedział? Być może dlatego, że wcześniej już dotarły do ich dowódców rewelacje ujawnione w słynnym “Kodzie Biblii”, gdzie wyraźnie wskazywano na zagrożenia związane z tą wojną i związanymi z nią datami? Bardzo możliwe. Ja jednak patrzę na to jeszcze inaczej, jako że dane mi było obserwować bieg zdarzeń od strony energetycznej. I te właśnie obserwacje gruntownie mnie zelektryzowały. Powiem wam szczerze, że nie wiem dlaczego tak to do mnie dotarło, być może jestem wyczulony na pewną częstotliwość wibracji. A była to właśnie wibracja Fioletowego Płomienia. Wtedy nawet nie wiedziałem, że to się tak nazywa, dlatego nazwałem to Energią Przemiany a później Ultrafioletem. Jak zwał tak zwał, pozostańmy może przy Ultrafiolecie. Otóż bardzo wyraźnie odczuwałem tę niezwykłą wibrację, siłę nośną planetarnych zmian. Miałem przy tym jasne doznanie tego, że była to wibracja przez KOGOŚ świadomie wzbudzona. Przez kogoś tu na Ziemi, kogoś, kto miał na tyle potężny, dalekosiężny i przenikliwy umysł, że odważył się zrobić eksperyment z formułą Shivy. I zrobił to skutecznie. Miałem wyraźne odczucie tego, że wibracje są wzbudzane w jednym miejscu. Mogę to miejsce określić jedynie z przybliżoną dokładnością. Mam jakieś 95% pewności, że wibracje były wzbudzane z terytorium Indii.

Wibracje zostały wzbudzone, przebiegły przez fazę częściowego wyciszenia, później zaczęły narastać, bardzo gwałtownie narastać, już bardzo niewiele brakowało do przekroczenia progu krytycznego... po czym w bardzo szybkim tempie opadły, aż w końcu zostały całkowicie wygaszone. Wibracje te działały niczym potencjometr, podnoszący lub wygaszający poziom wydarzeń na świecie.

Nie byłem w tych odczuciach osamotniony. Znam co najmniej jedną osobę, która odczuwała to niemal identycznie. Obaj zresztą byliśmy tymi odczuciami hmmm... wystraszeni? Tak, to chyba właściwe słowo. Odpowiem za siebie- czułem się NIE GOTOWY. Prosiłem - “jeszcze nie teraz, potrzebuję więcej czasu, WIĘCEJ CZASU!”. Dostałem ten czas, choć nie wiem czy w odpowiedzi na swą prośbę. Może? Wiem, że osoba, która fioletowy płomień obudziła, zrobiła to, gdyż była już gotowa, nie chciała czekać. To co zrobiła, zrobiła na próbę. Wygasiła – być może dlatego, że choć sama była gotowa, zorientowała się, że nie są gotowi inni.

Powiecie- jeśli to prawda, szaleniec jakiś się na to poważył. Nie, to nie był szaleniec. To był potężny i oświecony jogin.

Dany mi czas wykorzystałem. Niespełna 3 lata później byłem gotowy i zdecydowany aby samemu posłużyć się formułą Shivy.

TAŃCZĄCY SHIVA

Piszę ten rozdział pod wpływem świeżego doświadczenia. Od roku 1993, kiedy to udało mi się zerwać nici trzymające mnie przy starym świecie i sięgnąć po energię przemiany minęło 14 lat. Przez 13 lat od tamtych wydarzeń nie działo się nic, co mogłoby wskazywać na oczywiste zbliżanie się właściwego czasu. Mamy rok 2007. Dziś znów to do mnie przyszło. Przyszło już po raz trzeci na przestrzeni ostatnich 7 miesięcy. Znów stanąłem na krawędzi, świadom tego, że uruchomienie procesu przemiany świata jest na wyciągnięcie ręki i jedyne co mnie powstrzymuje, to parę delikatnych nitek, których póki co świadomie nie chcę zrywać. Jednak ciążenie w kierunku Nowego, tęsknota za tym cudownym światem, który wewnętrznie znam jest tak silna... Czuję ten świat sercem, widzę go oczami duszy. Widzę cudowne lądy i morza, rajskie wyspy, przepiękną roślinność, łagodne zwierzęta. Widzę radosnych, łagodnych i beztroskich ludzi. Rozpoznaję najpiękniejszy cud stworzenia. Czuję tęsknotę i czuję swoją obecność TAM. Wiem, że nie będę mógł się tej tęsknocie w nieskończoność opierać – im silniej i częściej będę przyzywany, tym słabsze będą nici, którymi się tu przywiązałem. Czas nadchodzi i sądząc po częstotliwości tego, co przyciąga mnie i tych, którzy to czują, nadchodzi wielkimi krokami.

Wszystkim, którzy burzą się wobec wizji, które do tej pory nakreśliłem powiem tak: To nie chęć zniszczenia jest motorem globalnej przemiany na tej planecie. Globalna przemiana dokonuje się na skutek głębokiej tęsknoty do tego, do czego przyzywa was serce. Tęsknoty, silnego pragnienia oraz zdecydowanej i idącej za tym nieodwołalnej woli, aby pragnienie to STAŁO SIĘ. Bez względu na to, co miałoby się dziać po drodze i ile miałoby to kosztować nas samych.

Fakt, że ożywienie takiego pragnienia może wywołać w pewnej fazie jego realizacji zamieszanie zamiast spokoju, jest swego rodzaju skutkiem ubocznym, efektem transformacji energii i nie ma nic wspólnego z czyjąkolwiek złą wolą. Transformacja jest procesem ostatecznym. Możemy zrozumieć i zaakceptować jej nieuchronne fazy lub zżymać się, negować i wypierać, co i tak nam nie pomoże. Z dwojga wariantów wybieram pierwszy. Każdy z was wybierze po swojemu.

W jaki sposób tchnąć w to pragnienie duch życia i czy to my właśnie mamy to zrobić? Czy nie powinniśmy zaczekać na rozwój wydarzeń i zaakceptować to, co przyniesie ze sobą kosmiczna fala? Kosmiczna fala nic nie przyniesie. To My musimy zainicjować transformację. Owszem, kosmiczna fala może nam w tym pomóc, ale nikt nie wyręczy nas w podjęciu decyzji i w działaniu.

Dlaczego my, dlaczego nie ci, którzy są od nas stokroć mądrzejsi, dlaczego nie ci, którzy ślą nam przekazy spoza planety? To bardzo proste – oni nie mogą tego zrobić. Bez względu na to jak wszechmocni są w swoich światach, Ziemia nie jest ich światem. Są wobec panujących tu warunków bezsilni, gdyż nie mają żadnego wpływu na wirujące tu żywioły. Mogą tę rzeczywistość przenikać, mogą nam słać przesłania, ale nie są w stanie oddziaływać bezpośrednio. Aby oddziaływać bezpośrednio, trzeba być wyposażonym w ciało, wraz z jego złożonym systemem energetycznym – systemem przystosowanym do rezonansu z ziemską sferą. W tym celu trzeba narodzić się człowiekiem. To nie jest przyjemne, ale chyba są wśród was ci, którzy się na to zdecydowali...

Jak to zrobić? Ten proces mogę jedynie przybliżyć. Każdy z was będzie musiał wypróbować to samodzielnie. Każdy z Was ma inne predyspozycje i inne zabezpieczenia – inne niż moje. Moje doświadczenie może być jedynie przykładem, lecz nie wzorcem. Wróćmy zatem do roku 1993. Mój eksperyment poprzedzało kilka miesięcy bardzo głębokich wewnętrznych przemian. Było to przyśpieszone dojrzewanie do duchowej samodzielności, porzucanie utartych szlaków, poszukiwanie nowych wzorów i rozwiązań, intensywne medytacje, szybki rozwój. Osobiście odbierałem to tak, jakbym w przyśpieszonym tempie miał wyjmowane bezpieczniki, które do tej pory chroniły mnie przed przepaleniem, ale też nie pozwalały otworzyć się na nowe i nie dawały szans na wejście w wyższe, nieodczuwane dotąd częstotliwości. To piękny stan, kiedy pozostawiasz wiążące cię dotąd ograniczenia i zaczynasz latać....

W końcowej fazie tego procesu, powróciło do mnie coś, co chodziło za mną już od dawna. Były to cytowane już przeze mnie słowa Shivy o tym, że to zdecydowana i zjednoczona myśl joginów (przebudzonych) doprowadzi do przemiany świata. Rozważałem tę myśl długo, przymierzałem się do niej, wahałem się, gdyż widziałem co ją we mnie blokuje, aż w końcu pewnego dnia poczułem, że muszę to zrobić. I... wyraziłem wolę przemiany z największej głębi duszy, z całego serca, z całej mocy, z pełnym przekonaniem. Nie przypadkiem użyłem kiedyś słowa desperacja. Dla osoby, która wcześniej tego nie robiła, jest to trochę jak daleki skok w nieznane, z wiarą w to, że skok się uda. Skoczyłem. Oj działo się.

Prowadziłem wówczas w Szczecinie ośrodek jogi. Ilekroć jednak chciałem coś ważnego w medytacji osiągnąć, wyrywałem się za miasto, aby zdjąć z siebie czapę obcych myśli i wibracji. Tym razem również siadłem sobie w zaciszu nad rzeką. Przekroczenie progu przyzwolenia było zarazem odcięciem więzów z tym, co wiązało mnie z obecnym światem. Ze wszystkim, co rozpocząłem a czego nie skończyłem, z niedociągnięciami, które chciałem naprawić, z bliższymi i dalszymi ludźmi, którzy postanowili zmierzać w przeciwnym kierunku. Och wiele jest takich haków i haczyków. To wszystko ostatecznie w akcie swoistej determinacji odpadło. Tylko dzięki temu mogłem moje wewnętrzne wołanie wysłać daleko w kosmos, najdalej jak umiałem. Odpowiedź nadeszła, jednak z początku na tyle subtelna, że jej nie doceniłem. Co prawda wszedłem w stan znacznie podwyższonej świadomości, ale chyba oczekiwałem czegoś innego. Pomyślałem sobie nawet: “no tak, przecież to niemożliwe, żeby to mogło tak po prostu zadziałać”. I wróciłem do domu. Podwyższona świadomość pozostawała ze mną cały czas, nie przeszkadzało mi to jednak zanadto w położeniu się spać (był wieczór).

Dalej zaczyna się już wysokie napięcie. Czytelniku, jeżeli to, co przeczytałeś do tej pory frustruje cię, wywołuje negatywne skojarzenia lub burzy twój spokój, ze szczerego serca, dla Twojego i mojego dobra proszę, porzuć w tym miejscu tę stronę. Jeżeli wchodzisz dalej, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Następnego ranka spotkał mnie całkowity szok. Osoby, które przyszły do ośrodka na poranną medytację przyniosły alarmujące wiadomości o tym, że poprzedniego dnia wieczorem, w Moskwie rozpoczęła się zbrojna rebelia.

STOP! Jeżeli to was zaniepokoiło, pamiętajcie, że prosiłem o zaprzestanie czytaniaj. Jeżeli mimo wszytko chcecie swój niepokój rozwiać, chętnie w tym pomogę, ale wystarczy odrobina błędnego zrozumienia, aby dojść do wniosku, że oto pisze do was szaleniec, podpalacz świata. Przypominam zatem tylko tyle – kosmiczna transformacja ma swoją cenę. Kosmiczna transformacja wprowadza w ziemskie pole świadomości bardzo szybką wibrację. Wibrację, która uderza w istniejące struktury i wzorce. Dla osób podążających w kierunku dokładnie przeciwnym niż duch i nowy świat (a tak niestety podąża większość) wibracja ta jest nie do wytrzymania. Ta sama czysta energia pozbawiona jakichkolwiek intencji niszczących jest przez umysły funkcjonujące w ziemskim polu świadomości w różnoraki sposób przetwarzana. Umysły osób dążących w stronę światła i ducha napełnia światłem i daje im ona nieosiągalne dotąd możliwości. Absorbując ją pozostawiają ziemski ograniczenia i w szybkim tempie stają się tym, kim naprawdę są. I prawda jest taka, że wszyscy stają się tym, kim naprawdę są. Ludzie ze zwarciami w mózgu dostają bzika i manifestują swój szał w najprzeróżniejszy sposób. Dlatego należy się liczyć z tym, że w momentach ostatecznej transformacji mogą w różnych punktach Ziemi wybuchać konflikty na ogromną skalę. Każdy staje się tym, kim jest. Dla tych, którzy podążali w przeciwnym kierunku, proces ten będzie bolesny. I nie ma, naprawdę nie ma na to rady. Nikogo nie można zmusić do pójścia w stronę dobra i światła. Jeżeli ktoś idzie stronę przeciwną, jest to jego wola i jego wybór, a te są zawsze uszanowane. Niewłaściwy wybór jest szanowany, ale nie zwalnia od odpowiedzialności. Nieświadomość kosmicznych praw może prowadzić do złych wyborów, jednak nie zwalnia od konsekwencji. Nie można w nieskończoność opóźniać tego, co nieuniknione. Jeśli się tylko dobrze zastanowimy, to dojdziemy do wniosku, że każdy, kto chciał usłyszeć o tym, że zmiany nadchodzą i że trzeba się do nich przygotować, miał szansę to uczynić.

Nie chcę skupiać się zanadto na tym, co wówczas działo się na świecie, bo nie o to chodzi. Pokrótce powiem, że Świat na krótki czas zaniemówił ze zdumienia - ci co choć trochę myślą zdają sobie sprawę z tego, jak mogła się skończyć zbrojna rebelia w stolicy supermocarstwa, jakim Rosja jeszcze wtedy była. Choć dziś historycy nie przywiązują do tego nadmiernej wagi, wówczas odbierało się to zupełnie inaczej. Trochę suchych informacji na ten temat znajdziecie na stronie: http://www.rosjapl.info/rosja/historia/kryzys_konstytucyjny.php

Skoro nie mam zamiaru wchodzić w szczegóły sytuacji politycznej, opowiem wam jak ja się czułem, bo to pewnie najistotniejsze.

Na początku spotkał mnie totalny, niewyobrażalny szok. Postawcie się jednak w mojej sytuacji - wykonałem jakiś mentalny eksperyment, i miałby on wpłynąć na losy świata? Bzdura! To po prostu niemożliwe! Tak oceniłby to umysł każdego trzeźwo myślącego człowieka, a mimo wszystko zawsze się za takiego uważałem. Z drugiej strony jednak, zauważyłem sprzężenie zwrotne, podobne do działania potencjometru. Im bardziej płynące przeze mnie wibracje narastały, tym gwałtowniejszy obrót przybierały obserwowane wydarzenia. W momencie kiedy moje wibracje osiągnęły stan lekkiego wygaszenia, wydarzenia zaczęły się stabilizować. Jednak wciąż nie mogłem, po prostu nie mogłem uwierzyć w to, że oba zjawiska mogą mieć ze sobą jakiś nieprzypadkowy związek. Nie mogąc tego zdroworozsądkowo uznać, kilkanaście dni później powtórnie wysłałem w kosmos wołanie o transformację świata. Tym razem uczyniłem to nad brzegiem morza, chyba przyroda pozwala wzmacniać myśli, które mają opuścić pole świadomości planety. Kilka godzin później, po powrocie do domu, znów uderzenie w twarz- dokładnie w czasie mojego drugiego eksperymentu wydarzenia w Rosji uległy gwałtownej eskalacji i bardzo bliski był punkt, kiedy wszystko może wymknąć sie spod jakiejkolwiek kontroli. To, w co nie chciałem uwierzyć znów się potwierdziło, tym razem z jeszcze większą siłą. Kiedy spotyka cię coś takiego, masz wrażenie, że wariujesz, bo racjonalny umysł buntuje się przeciwko zaakceptowaniu takiego stanu rzeczy całą swą skostniałą siłą. Jak się czułem? Po drugim razie czułem się tak, jakby mi się mózg palił. Racjonalny umysł nigdy nie będzie w stanie pojąć ogromu kosmicznej mocy. I wtedy jedyne co możesz zrobić, to go po prostu wyłączyć, albo zwariujesz. Po skutecznym na szczęście wyłączeniu racjonalnego umysłu, miejsce wrażenia ognia i gotowania się zajęło ŚWIATŁO. Boże, jakie to było cudowne!!! Czułem, że światło wypełnia całą moja głowę, że jego natężenie narasta, zaczyna rozlewać się na całą postać. Czułem, że w ekspresowym tempie odpadają ode mnie wszystkie ziemskie ograniczenia, że staję się wolny, wolny, WOLNY!!! Życie, światło, wolność, moc i.... RADOŚĆ. Uderzająca w tym wszystkim była wypełniająca mnie radość. Choć zdawałem sobie sprawę z tego, że być może dotychczasowy świat właśnie zaczyna się rozpadać, wypełniająca mnie radość była tak wielka, że chciało mi sie tańczyć. I wtedy olśniło mnie, zrozumiałem, że wiem, czym jest taniec Shivy...

Być może już wtedy mogłem zostać na zawsze wolny, a jednak świadomie się z tego wycofałem. Zakręciłem kurek tej cudownej energii i skazałem się na powrót w ograniczenia ciała. Lądowanie było bolesne - jakby mnie ktoś zamkną w klatce, odjął oczy i wtrącił w ciemność. Ciekawe, że niemal natychmiast po “zakręceniu kurka” sytuacja w zapalnym rejonie zaczęła się stabilizować i w końcu się unormowała. A ja zostałem tam, gdzie byłem.

Dlaczego się wycofałem?
To trochę osobiste. Przyszła do mnie śmieszna krótka myśl: “Z kim?”. Niemal od początku mojej duchowej drogi czułem się boleśnie samotny. Jest to szczególnie dotkliwe, kiedy widzisz dalej niż ci, którzy idą z Tobą. W końcu kiedy sam zostałem nauczycielem i zacząłem odnosić sukcesy, sytuacja doszła do stanu dla mnie paranoicznego - wokół mnie było pełno ludzi, każdy chciał w jakiś sposób skorzystać a najlepiej być za rękę poprowadzony. Wielu mnie w jakiś sposób może i podziwiało, ale nikt nie był moim przyjacielem. Taka samotność w tłumie, może znacie...

Swoją drogą ci, którzy wiedzieli o moich eksperymentach przestraszyli się nie na żarty. Okazuje się, że choć każdy deklaruje chęć zaistnienia w Nowym Świecie, nikomu się tam nie śpieszy...

Wolność, światło i moc, której doświadczyłem dzięki energii przemiany, tej pustki akurat nie wypełniły. Pomyślałem więc sobie: “na co mi inny świat, z kim tam pójdę”. I zawróciłem. Dzięki temu wkrótce potem rozpoznałem moją żonę, która okazało się była bliżej niż myślałem. Był to ciąg wydarzeń magicznych, podobnie jak magicznym był ciąg wydarzeń, który doprowadził do narodzenia naszej córki. Choć nie zamierzam na tym poprzestać i w tym świecie na zawsze zostać, powstrzymuje mnie mnie obecnie najmocniej jeszcze jedno. Od dawna mam przeświadczenie, że powinienem podzielić się tym, co wiem. Powinienem też skontaktować się z tymi ludźmi, rozsianymi gdzieś po Ziemi, którzy mają być może podobne właściwości i rolę do odegrania. Chodzi mi o tych, których umysł potrafi sięgnąć tam, gdzie większości sięgnąć się nie uda. I mam wrażenie, że wśród tych, którzy ten tekst przeczytają, kilka takich osób jest. Jeśli choć w niewielkim zakresie udało mi się to zamierzenie spełnić, to niewiele już nici pozostaje do zerwania......


JAK TO DZIAŁA

Bardzo prosto. Przyzwolenie z naszej strony otwiera bramy do kosmicznych energii i te zaczynają działać za naszym pośrednictwem. I wówczas dzieje się to, co dziać się musi. Realizuje się Boski Plan. Żaden z nas tego planu w szczegółach nie zna i nie po to tu jesteśmy, żeby go na podstawie fragmentarycznej wiedzy osądzać, żeby na jego temat spekulować lub próbować nań wpłynąć własnym niezrozumieniem. Bo zrozumienie na poziomie jednostkowego ego jest jedynie niezrozumieniem. Dlatego właśnie w trakcie tego procesu następuje wypalenie racjonalnego i ograniczonego umysłu, aby dać miejsce boskiemu światłu. Nie obawiajcie się, nikt o złych intencjach nie będzie w stanie tego użyć. Osoba o “grubym” umyśle nigdy nie dotrze tam, gdzie dotrzeć trzeba. Jeżeli nawet znalazłby się ktoś, kto choć sam nie potrafi, jednak chciałby się ze złymi intencjami podłączyć, jego własne intencje w ostatecznym efekcie by go wypaliły. Obie drogi – i ta do “nieba” i ta do “piekła” otwierają się szeroko. To prawidłowość, wobec której nie ma alternatywy.

Czy to możliwe, żeby jednostka lub kilka osób miało poprzez swe umysły wpływ na wydarzenia globalne? Skupiony umysł transformujący kosmiczne energie może zadziałać na zdarzenia w świecie fizycznym jak katalizator. Tak jak reakcja chemiczna, zdarzenia mogą być gotowe do tego, aby zajść, lecz dopóki katalizator się nie pojawi, reakcja nie zachodzi.

Wszyscy tu jesteśmy malutcy. Niezależnie od tego jak wielcy i wspaniali jesteśmy w naszych oryginalnych i nie ograniczonych przez ziemskie środowisko formach. Może się zdarzyć tak, że istota potężna, świetlista i głęboko mądra, dla dobra sprawy zdecydowała się na przyjęcie tych ograniczeń. Istota taka ma później łamigłówkę do ułożenia – kim jest i co tu robi, gdyż pamięć o tym kim jest naprawdę utraciła. Malutka część tego, kim ta istota jest manifestuje się jako pani lub pan XY z dowodem osobistym i peselem (ależ to śmiesznie brzmi!). Ów XY na przeróżne sposoby szuka w swym życiu sposobu odkrycia większej całości, którą sam jest.

Jesteśmy tu malutcy i na wpół ślepi. Jednak mimo nałożonych na nas ograniczeń jesteśmy wyposażeni w instrumenty daleko doskonalsze, niż ograniczone funkcje, które im są przypisywane. Takie instrumenty to nasz mózg, superkomputer, który na skutek blokady wykorzystywany jest tylko w paru procentach. Są to również wszystkie centra energetyczne, te podstawowe 7 i cała masa mniejszych. Centra umieszczone w naszych ciałach rezonują z żywiołami obecnymi na planecie. Rezonują, czyli mogą na siebie wzajemnie wpływać. Tyle, że centra te są również zablokowane, a cienki strumyczek energii, który przez nie płynie wystarcza zaledwie na utrzymanie się przy życiu i to czasem z trudem.

Centra w ciałach fizycznych łączą się i wchodzą w rezonans z centrami poza ciałem fizycznym, bo każdy z nas oprócz czakr ziemskich ma też czakry kosmiczne. Kosmiczne łączą się z ziemskimi tworząc wspólne pole. W normalnej sytuacji istota dysponująca mózgiem o tak wielkiej pojemności i dodatkowo mająca dostęp do energii swobodnie płynącej przez oba systemy czakr, ma też naturalną i na oścież otwartą możliwość łączności z Najwyższym Źródłem, Najwyższym Stwórcą. W łączności z Nim oraz z innymi istotami działającymi dla wspólnego dobra, jest Panem Stwórcą, władcą materii i żywiołów. Działanie to nie jest w żaden sposób zakłócane przez ograniczone ego, ponieważ istota taka czegoś takiego jak ego nie posiada. Taka istota może podczas tworzenia swobodnie wykorzystywać wszystkie talenty, którymi jest obdarzona, a te u każdego są unikalne. Taka istota nie jest jedynie kanałem – sama jest Twórcą.

Tak jest w normalnej sytuacji. Sytuacja, która obecnie mamy na Ziemi, bardzo daleko od tego opisu odbiega. Wszystkie te połączenia i możliwości zostały skrupulatnie odcięte. To nie są jakieś tam zwykłe i przypadkowe odcięcia. Są one inteligentnie przemyślane i nałożone na populację całej planety. Warto się nad tym zastanowić.

Gdyby ktoś się mnie spytał, jaki system społeczny panuje na planecie Ziemia, odpowiedziałbym, że panuje tu niewolnictwo. Jak zwał tak zwał. Wynik jest taki, że wszyscy tu jesteśmy malutcy, półślepi i zagubieni. Biorąc pod uwagę ograniczenia, którym podlega nasze zrozumienie (ego itp) wskazanym byłoby, aby w okresie przejściowym, tak tylko na początek, stać się kanałem dla mocy wyższych, które poprzez nas będą działać w sposób bezbłędnie. Kanał ten jest jednak dla nas samych trampoliną do tego, aby w ekspresowym tempie wyzwolić się od wiążących nas tu ograniczeń i samemu stać się Panem Stwórcą. Wówczas, nie na bazie ego, lecz na bazie nieograniczonego boskiego umysłu, będziemy mogli wykorzystywać nasze twórcze talenty i czynnie uczestniczyć w dziele tworzenia na Ziemi.

Co się będzie działo, kiedy wyrazimy ostateczne przyzwolenie? Mogę się jedynie domyślać. Jednak odpowiedź na to pytanie nie jest zadaniem dla mojego ziemskiego umysłu. Nie zastępujmy chirurga. Jedyne, co na naszym obecnym poziomie musimy zrobić, to wyrazić zgodę na operację. I to właśnie chciałem wam przekazać.

Shiva i inne Wielkie Duchy, złożyli w nasze ręce decyzję, kiedy przemiana świata ma nastąpić. Zatem koleżanki i koledzy, bracia i siostry, duchy świetliste i anielskie, bogowie i boginie (bez względu na to czy sobie swą tożsamość uświadamiacie, czy nie), w Waszych to rękach i od Was zależy co z tym zrobicie.


KATASTROFY NATURALNE

Czy nam się to podoba, czy nie, katastrofy naturalne będą. Już się zaczęły a ponieważ natężenie wibracji stale rośnie, skala i częstotliwość katastrof też narasta. Im bliżej będzie przesilenia, tym większe będzie rozhuśtanie. I nie dzieje się tak dlatego, że jakiś tam Ultrafiolet afirmuje sobie katastrofy. Podobnie jak niewiele do rzeczy będzie miało to, jeśli będziecie sobie usilnie afirmować ich powstrzymanie. Katastrofy są wynikiem przebiegającego kosmicznego procesu, nie są w nikogo wymierzone, nie są przez nikogo sterowane, po prostu są. Ja ze swej strony podjudzam, prześmiewam, prowokuję, bo widzę, że wiele osób woli w tym względzie przyjąć postawę strusia. Postawa taka byłaby może i śmieszna, gdyby nie to, że może się dla wielu tragicznie kończyć.

Moje eksperymenty nie mają na celu wywołanie katastrof. Są jedynie zgodą na przyśpieszenie energii. Katastrofy są w tym procesie nieuchronnym efektem ubocznym i nic sie na to nie poradzi. Potencjały muszą się wyrównać, takie jest prawo kosmosu. Wspominam o tym, co się wydarzy, ponieważ jestem tego mniej więcej świadom. Nie chcę chować głowy w piasek i przestrzegam przed tym innych.

W moim przesłaniu jest jeszcze jedno, chciałbym to teraz podkreślić, bo może nie wszyscy zwrócili na to uwagę. Można posługiwać się energią konwencjonalną lub atomową. To co robimy posługując się energią konwencjonalną (afirmacje, modlitwy, medytacje itp), ma taki wpływ na Ziemię, jak machnięcia skrzydełek motyla. Oczywiście machnięcia skrzydełek motyli mają wpływ. Tak Ziemia jak i motyl działają na siebie wzajemnie, ale skala tych oddziaływań jest nieporównywalna. Bo motyl znacznie bardziej odczuwa działanie Ziemi, niż Ziemia działanie motyla.

Wyrażenie przyzwolenia na przemiany, na bezwarunkowe przyśpieszenie energii określiłbym przejściem na oddziaływanie “atomowe”. Skala tego oddziaływania jest znów nieporównywalna (w zestawieniu z działaniami konwencjonalnymi). Nie jestem w stanie tego w uniwersytecki sposób wyłożyć. Myślę, że niektórzy z Was czują o co chodzi. Ci co czują, niech się za to zabiorą, każdy tak jak potrafi.

Kiedy mam zwykły ludzki stan umysłu, mój wzrok obija o zewnętrzne formy. Widzę materię, twardą, niezmienną, nieprzenikliwą i nic poza nią. Im głębiej jednak wchodzę w stan wewnętrznego skupienia, tym bardziej zmienia sie zakres tego co “widzę”. Oczywiście nadal odbieram obraz przekazywany przez dwoje oczu, w które wyposażone jest moje ciało, jednocześnie jednak zaczynam dostrzegać obraz podawany przez oko duszy. I “widzę wtedy nie tylko nieprzenikliwą materię, ale jej wewnętrzną energetyczną strukturę. Otóż im jaśniej dostrzegam ten energetyczny wzór, tym bardziej oczywiste i logiczne staje sie dla mnie, że poddanie tego wzoru działaniu twórczej i inicjującej energii nieodwracalnie zmieni jego strukturę. Zmiana struktury wewnętrznej automatycznie skutkuje gwałtowną zmianą w formie widzialnej

Nie widzę katastrof – widzę zmianę w energii. Jeżeli podczas procesu transformacji nie będziesz w stanie dostrzec zmian w energii, a Twoje oczy zatrzymają się tylko na formie zewnętrznej, zobaczysz tylko katastrofy. I to jest cały wic. Katastrofy są odczuwane subiektywnie, zależnie od punktu widzenia. Ustalmy może co dla kogo znaczy katastrofa. Może zacznę od tego czym katastrofa jest dla mnie.

1.Utrzymanie obecnego stanu rzeczy i jego kontynuacja w nieskończoność – to w moim rozumieniu byłaby katastrofa
2.Zachwianie obecnej równowagi dynamicznej w stronę negatywną, próba przejęcia steru przez energie ciężkie, ciemne i destrukcyjne, wpędzenie tym samym Ziemi w stan jeszcze cięższego niewolnictwa – to byłaby katastrofa ogromna. Próbą takiego przegięcia w ciemną stronę była np. II Wojna Światowa.

Ruchy tektoniczne, huragany, wyładowania atmosferyczne, fale tsunami itp w tym rozumieniu katastrofami nie są. Powiedzmy, że są jedynie zmianą dekoracji, a obecna ich faza to przygotowanie do tej zmiany. Podobnie jak odejście kilku miliardów dusz gdzieś tam, żadną katastrofą nie jest. Odejście w większości przypadków wiąże się z pozostawieniem ciała, co też przecież nie jest czymś niezwykłym. W końcu to tylko ubranie, do którego nie należy się przywiązywać, a kto się przywiązał, to jego sprawa. No właśnie, i tu jest ukryty ból przywiązania, zakodowany gdzieś w genach albo w podświadomości i on każe krzyczeć “nie, chwileczkę, to moje, nie chcę tego pozostawiać!”. Ale w gruncie rzeczy wynika to jedynie z niewiedzy o tym, że ciało jest tylko ubraniem. Kto nie zechce poświęcić trochę uwagi na to, aby zrozumieć to teraz, tego będzie bolało na jego własną prośbę i nic na to nie poradzisz.

Biorę również pod uwagę możliwość, że podczas przemiany może dojść do rozdzielenia czasoprzestrzeni na wiele rzeczywistości. W czasie moich eksperymentów, które zakończyłem wygaszeniem strumienia, miałem nie do końca jasne wrażenie, że coś takiego sie otwierało. Ale czy tak się stanie, nie wiem. Myślę, że jest to możliwe.

Ciąg dalszy na nowej stronie, gdyż więcej tekstu sie tu nie zmieściło


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ultrafiolet




Dołączył: 25 Kwi 2007
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: POMORZE ZACHODNIE

PostWysłany: Wto 23:28, 19 Cze 2007    Temat postu:

PLAN DZIAŁANIA

Hej! Ramię do ramienia! Spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.

Wygląda na to, że Adam Mickiewicz wieszczym okiem zobaczył zarys planu działania ponad 150 lat temu. Musiało minąć trochę czasu, zanim sytuacja na świecie dojrzała do tego, aby plan ten zrealizować. Trudno się oprzeć wrażeniu, że jest to opis strzału w Planetarne Pole Świadomości....

Ponieważ będziemy posługiwali się pojęciami rezonansu i interferencji, kto zapomniał jak to działa, przypomnę pokrótce.

Rezonans, to zdumiewające w swych skutkach zjawisko nakładania się na siebie fal o tej samej częstotliwości. Zdumiewające, gdyż nałożenie się częstotliwości powoduje gwałtowne wzmocnienie fali. Typowym szkolnym przykładem był most, po którym maszerowali napoleońscy żołnierze. Żołnierze, jak to żołnierze, wybijali rytmiczny krok. Wywołane w ten sposób drgania doprowadziły do rozhuśtania a następnie zawalenia się mostu.
Inny przykład – na stole stoi wazon. Gdzieś obok domu pracuje koparka. Nagle bez żadnej widocznej przyczyny wazon rozpada się w drobny mak.

Każda rzecz, konstrukcja lub struktura ma swoją częstotliwość drgań własnych. Jeżeli na te drgania nałożą się drgania wywoływane przez czynnik zewnętrzny, dochodzi do zjawiska rezonansu, wzmocnienia amplitudy drgań i do zmiany, na którą drgania działają.

Bardziej domowym i życiowym przykładem jest np tatuś huśtający córeczkę na huśtawce. Huśtawka popychana w odpowiedniej fazie wzmacnia amplitudę huśtania. W takim układzie oboje – i tatuś i córeczka mają dobrą zabawę. Gorzej jest, jeżeli Tatuś spróbuje włączyć się w działanie huśtawki w niewłaściwej fazie ruchu – wówczas tatusiowi grozi złamanie ręki a córeczce gwałtowne i niebezpieczne zatrzymanie huśtawki. Takie zjawisko nazywane jest interferencją, czyli takim nałożeniem się na siebie częstotliwości, które prowadzi do zakłócenia i wygaszenia fali.

Różnicę między rezonansem i interferencją widać najlepiej na przykładzie fal, które możemy wywołać na wodzie. Jeżeli fale będziemy wywoływać regularnie w jednym punkcie, będą rozchodzić sie dokoła w postaci równych kręgów. Jeżeli taką samą falę wywołamy w innym punkcie, oba kręgi nałożą się na siebie, a ponieważ kierunki fal są sobie przeciwne, fale te wzajemnie się wygaszą.

Podsumowując, rezonans to nałożenie się na siebie fal o tej samej lub zbliżonej częstotliwości. Rezonans prowadzi do wzajemnego wzmocnienia się fal. Interferencja to nałożenie się na siebie fal o niezgodnym kierunku lub częstotliwości, które prowadzi do zakłócenia i wygaszenia. Tyle powtórki z fizyki.

Kiedy rozmyślałem o Planie Działania i próbowałem zacząć go pisać, znienacka dostałem pocztą elektroniczną list. Znajoma, która list napisała, stwierdziła że nie wie dlaczego pisze akurat do mnie, ale ma mi coś do przekazania. Przekaz, który wraz z koleżankami dostała jak się okazało wpasowywał się w moje przemyślenia i plany. Ktoś zadbał o to, abym uwzględnił w moim planie szerszą perspektywę.

Z przekazu tej osoby wynikał dość jasny wniosek, że w obecnym czasie jest potrzeba na pracę w bardzo małych ale za to bardzo dobrze ze sobą zgranych grupach. Powstanie takich grup ma dać impuls do tworzenia innych. We właściwym czasie grupy te połączą się ze sobą i stworzą niejako drogę, lub fraktalną spiralę połączonych ze sobą elementów. Taki w skrócie sens miał przekaz Di, który w jakiś sposób wszedł w rezonans z moimi myślami i planami.

Dlaczego małe lub bardzo małe grupy? Dlatego, że w małej grupie łatwiej jest o rezonans, a w dużej zdecydowanie częściej wychodzi interferencja. Nasze umysły są od siebie pooddzielane i na tym poziomie, za pomocą ludzkich środków przekazu, trudno im się ze sobą porozumieć, co zresztą widać na forum. Przyjdzie wkrótce taki czas, że bariery między umysłami osób zaangażowanych w działania dla przekształcenia Ziemi zaczną zanikać, i wówczas grupy zaczną się łączyć. Powstała w ten sposób struktura będzie w stanie przyjąć i przetransformować falę energii z kosmosu.

Tą falę, jak już wielokrotnie zaznaczałem trzeba w ziemskie środowisko sprowadzić, sama się tu nie przebije. Kto tego nie rozumie niech powróci do rozdziałów poprzednich. Do sprowadzenia energii przemiany potrzebna jest zaledwie garstka, dosłownie garstka gotowych na wszystko i dobrze przygotowanych do zadania kosmicznych komandosów. Inicjacja reakcji nie może odbyć się w tłumie, gdyż tłum daje zbyt duże zagrożenie interferencją.

Czy każdy może być inicjatorem? Zdecydowanie NIE KAŻDY. Wyższy plan związany z przemianami na Ziemi jest zbyt inteligentny, aby nieograniczony dostęp do “zapalników” miał każdy. Zakładam, i założenie to sprawdza się w praktyce, że niewiele jest osób, które są w stanie wejść z tą wibracją w rezonans i ją przetworzyć. Jeszcze bardziej nielicznymi wyjątkami są ci, którzy potrafią ją wywołać. Prawdę mówiąc od dawna już towarzyszy mi przeświadczenie, że takich właśnie osób na całej Ziemi jest tylko kilka.

Nie jestem w stanie za nikogo odpowiedzieć, kto w jakiej roli się znajdzie. Kiedyś nigdy bym nie przypuszczał, że może mi przypaść taka właśnie rola. Przy czym, chociaż dostęp do tego poziomu mam, to jednak nie jest to dostęp ciągły i nieograniczony. To po prostu przychodzi, lub nie.

Nie ma też znaczenia kto z nas będzie inicjatorem. Ktokolwiek to zrobi, chodzi o to aby się na tę energię otworzyć, aby ją przetransformować, wzmocnić ją i rozpędzić. Wyobraźcie sobie przestrzenną spiralę lub piramidę. Na czubku powstaje zapłon. Zapłon może wywołać jedna, dwie, może 3 lub 5 osób. Nie znam liczby, ale nie sądzę, aby było tych osób kilkanaście. Nie ma takiej potrzeby. Jest natomiast potrzeba, aby powstała na czubku spirali lub piramidy fala, została przyjęta i przetransformowana przez szersze grono, tak aby nabrała rozpędu, zanim napotka na interferencję, a interferencja z pewnością nadejdzie. Faza zapłonu jest najbardziej ryzykowna, dlatego jak wcześniej wspomniałem potrzebne są osoby nie tylko gotowe na wszystko, ale też dobrze wyszkolone. Takie osoby zaczynają się już ze sobą komunikować.

Jeżeli inicjująca wiązka światła świadomości przebije się przez fazę wstępną, rozleje się po całej gotowej już strukturze i rozszczepi na wielobarwną tęczę. Wówczas przemiany nie da się już zatrzymać. Każdy uczestnik tej przemiany ma w niej swoją cudowną, unikalną i niepowtarzalną rolę. Ktoś na przykład może doskonale wszczepiać w ziemskie pole kryształy – przekaźniki, kto inny będzie dobry i niezastąpiony w czymś zupełnie innym. Ponieważ jednak nie są to moje specjalność, więc skoncentruję się na temacie, którym się zajmuję.

Jakie są zagrożenia fazy inicjującej? Przede wszystkim zagrożenie od siebie samego. Nagłe wejście w skoncentrowaną i jeszcze nie rozszczepioną energię przerastającą ludzkie pojmowanie może być szokujące. Jest to energia, która w sposób dynamiczny wyrzuca Cię z ograniczonej formy i błyskawicznym tempie czyni cię tym, kim naprawdę jesteś. Dobrze by zatem było, żebyś wcześniej miał pewność, że jesteś bogiem światła a nie ciemności. Prócz tego, przy nagłym przyśpieszeniu i prędkościach z formuły 1, nieostrożny ruch kierownicą oznacza katastrofę. Nie ma też tu miejsca na wahanie, zwątpienie bo to właśnie najprostsza droga do rozbicia się. Dlatego z takim uporem maniaka wciąż na nowo podkreślam, że w pierwszej fazie należy się liczyć z nagłym i nieoczekiwanym rozwojem wypadków. Oby wszystko poszło jak najłagodniej, ale to “oby” jest na razie jedynie pobożnym życzeniem. Niezależnie od pobożnych życzeń, fakty nie mogą nas zaskoczyć. Fakty mogą cię zaskakiwać dowolną ilość razy dopóki jeszcze jesteś zwykłym człowiekiem. Ale jeśli już siądziesz za sterami rozpędzonego wehikułu, na zaskoczenie nie ma miejsca. Nie pisałbym o tym, gdybym już kiedyś nie próbował, ale jak wiecie próbowałem.

Żeby nie było niedomówień - osoby mające ochotę na udział w fazie inicjującej muszą spełniać pewne podstawowe kryteria, tak aby nie zaszkodzić ani sobie ani innym członkom grupy. Prócz czystości intencji całkiem podstawowym kryterium jest czysty sposób odżywiania. Mięso to ciało innej istoty, czującej i myślącej. Dusze zwierzęce, choć nie tak silnie rozwinięte jak ludzkie, tak samo jak my odczuwają miłość, entuzjazm, matczyną troskę, przyjaźń, czy wreszcie niechęć, wrogość, niepewność, strach, przerażenie, paniczną chęć ucieczki i grozę nieuchronnie nadchodzącej bezdusznej śmierci. Wibracja mroku i śmierci dostając się do wnętrza naszego ciała wyjątkowo skutecznie zakłóca synchronizację bardzo skomplikowanego i misternego układu energii subtelnych, w które zostaliśmy wyposażeni. Można bardzo mocno pragnąć światła i harmonii, ale jeżeli jednocześnie na najbardziej podstawowym poziomie wprowadza się jako paliwo mrok i niepokój, te dwa gatunki wibracji są sobie przeciwstawne i w którymś miejscu powstaje konflikt, który skutecznie blokuje spójne i twórcze działanie tego cudownego sprawczego narzędzia, którym jest nasza wola. Wywalenie z podświadomości smrodu wibracji śmierci w decydującej fazie przemiany to samobójstwo. Nie chcę się o tym rozwodzić, bo to temat z gatunku abecadła. Nie będę się też z nikim spierał. Kto tego do tej pory nie pojął, niech pojmuje jak najszybciej, bo czasu mało.

Są też zagrożenia interferencji z zewnątrz, i jak wspomniałem, interferencja taka na pewno powstanie. Na najprostszym poziomie będzie to interferencja ze strony wszystkich tych naiwnych w swej dobroci, którzy chcieliby za wszelką cenę utrzymać pokój. Utrzymywanie spokoju za wszelką cenę w tym przypadku oznacza utrzymanie status quo. Przy odrobinie głębszym na ten aspekt spojrzeniu, może się okazać, że jest to w rzeczywistości działanie przeciwne pokojowi.

Kolejny poziom interferencji to ci, którzy żadnych zmian nie chcą, gdyż w obecnym niewolniczym systemie czują się jak ryby w wodzie.

Jednak najważniejszy i najsilniejszy poziom interferencji w każdym przypadku pochodzi od tych którzy obecnym systemem władają. Dodam, że są to zarówno duchy wcielone jak i nie wcielone. I chodzi tu nie tyle o formalnych władców systemu, co o twórców i władców Planetarnego Pola Świadomości. Pole to, w jego obecnym kształcie ma zostać dezaktywowane. Jednak do tego co kto gra w drużynie przeciwnej i o jaka gra stawkę, powrócę w kolejnej części.

Dla ogromniej większości rozwijających się duchowo ludzi, wiedza o ciemnej stronie jest całkowicie zbędna, a nawet w pewnych przypadkach niebezpieczna. Jeśli was to razi, nie czytajcie o tym proszę. Piszę o wszystkim, o jasnym i o ciemnym otwarcie, ponieważ na obecnym etapie potrzeba nam sojuszników nie tylko świadomych i gotowych na wszystko, ale też znających potencjalne zagrożenia. Kto się decyduje, stawia na szali wszystko. Stawka jest zbyt wysoka, żebyśmy mogli sobie pozwolić na nieostrożność. Używam słowa MY, gdyż nie jestem sam.

Chcę jednocześnie zapewnić, że niezależnie od tego ile z czytających ten tekst osób do planu się przyłączy i w jakiej przyłączy się formie, plan zostanie zrealizowany.


Pewien chiński wódz, szykując się do bitwy ze znacznie przeważającymi siłami wroga, poprosił o wsparcie 1000 wojowników. W odpowiedzi na prośbę, przysłano mu pięciu ludzi. Zapytawszy dlaczego tak mało, otrzymał odpowiedź: “lepiej przysłać 5 lwów niż 1000 owiec”. Oczywiście bitwa została wygrana.


ALOHA!


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Szythima




Dołączył: 21 Mar 2008
Posty: 44
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 14:17, 26 Mar 2008    Temat postu:

Odnośnie Złotego Wieku i Jug, chciałam przedstawić (z książki Melchizedeka*) skąd się biorą jugi i inne określenia epok, związane są one ściśle ze zjawiskiem precesji równonocy.

PRECESJA RÓWNONOCY I INNE DRGANIA*

Nasza Ziemia jest obecnie nachylona pod kątem 23 stopni do swej orbity wokół Słońca, a kiedy krąży po orbicie wokół Słońca, kąt padania światła na jej powierzchnię zmienia się w zależności od miejsca, jakie zajmuje w danym momencie na orbicie. Z tego właśnie powodu mamy cztery pory roku.
W trakcie tej rotacji, na która składa się rok, pojawiają się bardzo powolne drgania, które większość ludzi zna jako precesje równonocny, których pełen cykl obejmuje 26 000 lat. Mówiąc dokładniej, jest to okres 25 920 lat, chociaż zależy to od interpretacji osób opisujących to zjawisko, bowiem często różnią się one o kilka lat. Doświadczamy też drgań innego rodzaju. Na przykład kąt +23 stopni wobec Słońca nie jest stały, w wyniku drgań obejmujących 40 000 lat, zmienia się on o trzy stopnie – z 23 na 26 stopni. W ramach drgań powodujących zachwianie kąta o trzy stopnie pojawiają się jeszcze mniejsze, których pełen cykl powtarza się co czternaście miesięcy. Naukowcy odkryli też inne drgania, które również powtarzają się cyklicznie co czternaście miesięcy, a ostatnio mówi się o kolejnym takim odkryciu.. w starożytnych pismach sanskryckich czytamy, iż każde drgania maja ogromne znaczenie dla świadomości naszej planety. Są one bezpośrednio związane z określonymi wydarzeniami oraz czasem, w jakim wydarzenia te występują na naszej planecie – tak samo jak DNA jest związane z występowaniem różnych faz w rozwoju ludzkiego ciała.

Precesja równonocny


Drganie to przebiega ruchem kołowym, przedstawionym na rysunku za pomocą owalnego kształtu. Zakończenie długiej osi po prawej stronie nazywamy apogeum. Jest ona ukierunkowana na środek galaktyki. Dolna połowa figury ukazuje ruch planety w stronę środka galaktyki, podczas gdy górna połowa wyznacza jej bieg od środka. Ruch odśrodkowy nazywany bywa podążaniem wraz z galaktycznym wiatrem. Pisma sanskryckie podają, że starożytne istoty – które znały zjawisko precesji – twierdziły, że największe zmiany zachodzą nie wtedy, gdy planeta dociera do bocznej krawędzi owalu, ale tuz potem, kiedy mija już najdalej wysunięty punkt na orbicie. Te najważniejsze punkty przemiany zaznaczono na rysunku za pomocą małych owali opatrzonych literami A i C. w tych punktach zachodzą wielkie zmiany. W połowie drogi między obydwoma owalami znajdują się dwa inne punkty, zaznaczone na rysunku literami B i D. Są to również bardzo ważne miejsca, choć istnieje mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia zmiany właśnie tam. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia znajdowaliśmy się w punkcie A oznaczonym przez niższy owal, co oznacza, że był to czas ogromnych przemian.
Zgodnie z tym, co podają starożytne pisma w chwili, w której dotrzemy do górnego owalu oznaczonego literą C, oddalając się od środka galaktyki, zaczniemy zasypiać i tracić świadomość, co spowoduje nasz spadek w głąb kolejnych wymiarów aż do miejsca, w którym znajduje się niższy owal. Wtedy znowu zaczniemy się budzić i ponownie podejmiemy wędrówkę poprzez coraz wyższe wymiary. Ruch ten nie jest jednakże zamknięty, bowiem poruszamy się w przestrzeni kosmicznej. Przypomina raczej spiralę, a nie zamknięty obwód koła. Z tego tez powodu zasypiamy na coraz krótszy czas i na dłużej się wybudzamy. Podobnie przebiega cykl na Ziemi. Patrząc na nią z kosmosu, widzimy, że zawsze jest w połowie pogrążona w ciemności. Ludzie znajdujący się w strefie ciemności śpią, a ci, którzy znajdują się w świetle, są przytomni.
A jednak chociaż wciąż następują po sobie noce i dnie, nie powtarzamy codziennie tych samych czynności. Można zatem mieć nadzieję, że z każdym dniem będziemy stawali się coraz bardziej świadomi. Nawet zasypiając i budząc się na przemian, za każdym razem posuwamy się nieco dalej. Precesja równonocny wygląda tak samo, choć jej cykl trwa znacznie dłużej.

JUGI

Tybetańczycy i Hindusi nazywali te okresy jugami, co oznacza po prostu wiek. W każdej judze obecna jest faza wstępowania i zstępowania, tak więc według systemu hinduskiego wiek obejmujący górny owal C nazywany jest zstępującą satia jugą. Po niej przychodzi zstępująca treta juga, dwapara juga i kali juga, znajdująca się na przeciwnym końcu. Podczas kali jugi zachodzi zarówno zstępowanie, jak i wstępowanie. Po niej wkraczamy we wstępującą dwapara jugę, i tak dalej. Obecnie znajdujemy się w czasie wstępującej dwapara jugi. Minęło około 900 lat odkąd wyszliśmy z kali jugi i właśnie teraz powinny nastąpić zadziwiające przemiany. Świat odkrywa na nowo, że są to okresy ogromnych zmian na Ziemi.
Sri Jukteswar, guru Joganandy pod koniec 1800 roku wykreślił okresy i długość trwania precesji równonocny, założył, że trwa ona 24 000 lat. Był bardzo bliski prawdy, natomiast większość Hindusów nie wiedziała, co robi, pracując z jugami. Kiedy przechodziliśmy przez czas kali jugi, był to najbardziej mroczny okres, podczas którego trwaliśmy w głębokim uśpieniu. Autorami większości książek napisanych w ciągu ostatnich 2 000 lat byli ludzie śpiący, którzy próbowali interpretować dzieła napisane przez innych ludzi, o wiele bardziej przebudzonych. Nie rozumieli oni, o czym opowiadaja stare pisma. Tak więc czytając jakąkolwiek książkę zapisaną w ciągu ostatnich 2 000 lat, zachowajcie ostrożność choćby z powodu czasu, w którym powstała. Wielu nauczycieli hinduskich twierdziło, że precesja równonocny zajmuje setki tysięcy lat, a zdaniem niektórych jedna juga trwać miała około 150 000 lat. Mylili się jednak i po prostu nie rozumieli tego procesu.

* Wg Książki Drunvalo Melchizedek’a „Pradawna tajemnica kwiatu życia” tom I


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jonia




Dołączył: 03 Paź 2010
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Poznań

PostWysłany: Nie 10:55, 03 Paź 2010    Temat postu:

Dziekuje Ci za twoje słowa i informacje, bo sama jestem kimś, kto choć przebudził sie nie tak dano, bo raptem kilka lat temu, jestem świadoma tego, że od nas i tylko od nas zależy, w którym kierunku świat podąży i nadszedł najwyższy juz czas, bysmy odnaleźli się i zaczęli wspólnie współpracować,by świat, który wykreujemy był taki, jakiego pragniemy. Pracuję z energiami na wiele sposobów i wciąż się uczę , zdobywając informacje w najrózniejszy sposób. Wiem, że zawsze jestem tam, gdzie mam być i mam umysł otwarty, dlatego też Twój artykuł nie wywołał we mnie żadnego zdziwienia a jest jedynie uzupełnieniem informacji, które są we mnie. Różnorodność zadań z jakimi mam do czynienia na planie duchowym i energetycznym skłania mnie do zastanowienia, czy nie jestem w tej grupie ludzi co Ty, choc świadoma jestem odpowiedzialności jaka za tym płynie, a nie z powodu uważania siebie za kogoś wyjątkowego.
Pozdrawiam Cie serdecznie...jako bratnia Duszę, choć moja scieżka jest odmienna...to mamy wspólny cel


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Otwarty Uniwersytet Mistrzostwa Strona Główna -> WIZJA NOWEJ ZIEMI Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin